Słownik

Coming out

Termin (pochodzący od angielskiego określenia “to come out of the closet” – “wyjść z szafy”) określający proces samodzielnego ujawniania przez osobę identyfikującą się jako nieheteroseksualna swojej odmienności seksualnej, w tym w postaci społecznego ujawnienia swojej nieheteroseksualnej orientacji seksualnej. Niejednokrotnie przytacza się podział coming out’u na osobisty, prywatny, publiczny (na podstawie ‘klasycznego’ podziału zaproponowanego przez Roba Eichberga w książce „Ujawnij się. Prawda lesbijek i gejów”, Warszawa, 1995). 

W podziale tym coming out osobisty oznacza ujawnienie się przed samym sobą tj. uświadomienie sobie swojej odmienności, nieheteroseksualności i jej ewentualną późniejszą akceptację. Często mówi się także, że przed samoakceptacją własnej homoseksualności może istnieć faza jej odrzucenia lub tzw. uwewnętrznionej homofobii tj. ‘samoniechęci’ kiedy to np. osoba homoseksualna sama siebie i swojej odmienności nie akceptuje, niekiedy może to także prowadzić do trwałego braku akceptacji własnej homoseksualności i próby jej wyparcia. Wówczas często mówi się o osobach, które szczególnie zaciekle darzą niechęcią innych przedstawicieli mniejszości seksualnych i za wszelką cenę próbują ‘wyprzeć’ własną np. homoseksualność. Niejednokrotnie podaje się tu przykład osób, które ukrywają swoją homoseksualność i publicznie często głoszą poglądy wzywające do braku tolerancji w stosunku do osób homoseksualnych.
Coming out prywatny oznacza więc ujawnienie swojej nieheteroseksualności przed osobami z najbliższego otoczenia np. przyjaciółmi i rodziną, natomiast coming out publiczny – ujawnienie się w sferze swojego publicznego funkcjonowania tj. także np. w pracy, w szkole itp. Kwestia coming out'u budzi kontrowersje ponieważ z jednej strony (np. w działaniu wielu polskich organizacji LGBTQ) podkreśla się afirmacyjną i pozytywną rolę coming out'u, także wiele osób uważa, że np. coming out dokonany przez szanowane osoby publiczne przyczynia się do zwiększenia akceptacji dla mniejszości homoseksualnych w społeczeństwie. Jednak z drugiej strony (także wśród teoretyków queer) wskazuje się na ograniczenia ‘strategii coming out'owej’, przede wszystkim w kontekście zagrożeń wpisywania się w ‘narrację większościową’ tzn. ujawnianie się np. jako osoba homoseksualna to wchodzenie niejako w kategorię (opresyjną, z góry społecznie narzuconą) homoseksualisty, która jest od razu dookreślona i negatywnie wartościowana w ramach systemu (większościowego) obowiązkowego heteroseksualizmu. Jest to tym samym (w tym znaczeniu) niejako ‘samoetykietyzacja’ – wpisywanie się w system opresji, w którym to społecznie np. homoseksualizmowi przypisuje się określone negatywne cechy i znaczenia.

Ponadto warto także zwrócić uwagę na fakt, że dokonywanie coming out'u, ‘odkrywanie prawdy o sobie’ niesie potencjalnie wiele niebezpieczeństw, nie tylko bardzo konkretnych – jak obawa przed odrzuceniem, wyklęciem czy ośmieszeniem (co zapewne mogłoby mieć miejsce, skoro niekiedy osoby aż tak się tego obawiają i podkreślają realność tej sytuacji, w końcu to oni najlepiej znają swoje rodziny i otoczenie), ale także zagrożenie byciem ‘skolonizowanym przez znak’ (o czym pisze np. Bartłomiej Lis w swoim tekście „Niewypowiedziana seksualność. O pułapkach i szansach związanych z procedurą coming out'u”, odwołując się m.in. do Butler i Foucaulta), byciem postrzeganym w ramach dyskursu heteroseksualnego, aparatu wiedzy/władzy, jako osoba homoseksualna a więc wtłoczona w schemat wytworzony w ramach tego większościowego dyskursu.

Innym ważnym aspektem są potencjalne procedury przemocy, które w sposób mniej lub bardziej uświadomiony i dosłowny mogą wiązać się z coming out'em. Niekiedy bowiem na skutek coming out'u może nastąpić rzeczywiste odrzucenie lub dyskomfort uniemożliwiający funkcjonowanie w danym miejscu społecznym (choćby pracy, znamienny jest przykład Marty Konarzewskiej i szkoły, którą opuściła po dokonaniu coming out'u ponieważ nie mogła w niej ‘wytrzymać’, czuła się źle).

Nawołując do coming out'u przyjmuje się esencjalistyczne założenia ‘my geje, my lesbijki’ (raczej nie mieszczą się tu osoby trans) poza tym tworzy się owo ‘my’ – ‘dla nas, dla Was najlepsze będzie gdy jak najwięcej osób dowie się, że jesteście homoseksualni oraz jak będzie nas coraz więcej w przestrzeni publicznej’. ‘Nas nas’, tylko kto komu daje prawo do tego ‘my’ oraz kto ewentualnie weźmie odpowiedzialność za potencjalne ludzkie tragedie, które mogą się z tym wiązać? Np. co się stanie z tymi, którzy za tego rodzaju namową, dokonają coming outu a potem załamią się czy zostaną np. wykluczeni z rodzin, stracą pracę?

Stąd można stwierdzić, że kwestia coming out'u w każdym przypadku powinna być sprawą indywidualną i własną, przemyślaną decyzją - osoby nie mające na coming out ochoty, nie zgadzające się z tą ideą, czy nie mogące sobie nań, ich zdaniem, pozwolić – raczej nie powinny być w żaden sposób do tego zachęcane czy poddawane presji „zrób to!”. Jak się wydaje nikt nikomu niczego nie powinien narzucać, także w tej kwestii.

Pewnym (przykładowym) głosem w dyskusji jest wpis na blogu (hodowla idei), który stawia kilka ważnych pytań we wpisie pt. „Pułapki coming out'u”. Oto fragment:
„Od dłuższego czasu w przestrzeni LGBT jako najskuteczniejszą strategię zmiany społecznej lansuje się intensywnie i zawzięcie esencjalizujący „coming out”. Aktywiści, aktywistki, organizacje LGBT oraz aktywistyczne czasopisma środowiskowe ubolewają, że ciągle za mało osób orientacji homoseksualnej – zarówno wśród celebrytek i celebrytów, jak i wsród tych zwykłych zjadaczy i zjadaczek chleba – „wychodzi z ukrycia” jako geje i lesbijki. Pada argument, że im więcej ujawnionych lesbijek i gejów, tym bardziej oswojone z innością seksualną polskie społeczeństwo, a co za tym idzie, tym większa tolerancja, akceptacja i – z czasem – szacunek. I co najważniejsze, tym bardziej sprzyjający klimat pod ustawodawstwo przyjazne społeczności LGBT[…]. Zatem na „lepsze życie”, to wewnętrzne (życie bez kłamstwa, w zgodzie z „samą/ym sobą”), jak i to na zewnątrz, w Polsce (więcej „namacalnych” gejów i lesbijek, większa tolerancja i otwartość), przepisuje się zbiorową terapię, jaką jest „coming out”.

[…]zastanawiam się krytycznie: kto sobie może pozwolić na „coming out”? Czy nie jest tak, że na „coming out” w systemie, w jakim żyjemy, mogą sobie pozwolić osoby „uprzywilejowane” (finansowo, pod względem statusu społecznego i sławy)? I czy nie jest to trochę nie fair, takie natrętne naciskanie na osoby o nienormatywnej orientacji, aby zrobiły „coming out”, podczas gdy nic z tym opresyjnym systemem nie robimy – a czasem się nim nawet konsumpcjonistycznie onanizujemy?

Bo jak ma „wyjść z ukrycia” gej, który mieszka na wsi i ma dziewięcioro rodzeństwa? Jak ma „się ujawnić” lesbijka, która jest równocześnie Romką? Jak ma dokonać „coming outu” lesbijka, która ze względu na wiek (ponad 40/50 lat), nie może znaleźć pracy, tkwi w związku małżeńskim z uwagi na dzieci, a jej mąż jest jedynym żywicielem rodziny? Jak „opowiedzieć o sobie”, gdy wiesz, że jak to dojdzie kanałami do szefa czy szefowej, to możesz już za jakiś czas nie mieć umowy o dzieło czy umowy zlecenie na następny miesiąc? I tak dalej, i tym podobne.[…]

Wniosek: gruntowna przebudowa systemu, a nie tylko zainstalowanie w nim prawodawstwa LGBT („Q” nie, bo Queer takiemu systemowi dziękuje) i rozbrojenie homofobii. Jeśli nie jesteśmy zainteresowani/zainteresowane kompleksową walką z systemem, jeśli nie tworzymy przyjaźniejszych warunków do „coming out'u”, to takie zmuszanie ludzi do „wychodzenia z ukrycia” i – jakby nie patrzeć – szantażowanie ich, że jak się nie „ujawnią”, to nie da się zbudować „lepszego świata” dla LGBT, świadczą po prostu o braku wyobraźni i empatii społecznej.”

Z kolei na krytykę związaną z coming outem zwraca uwagę Joanna Mizielińska w książce „Płeć/ciało/seksualność…”, odwołując się do Shene Phelan i Biddy Martin „[…]owa konieczność (dokonania coming out'u - przyp. AWR) była i jest mocno podkreślana raczej przez ruch tożsamościowy, zaś przez teoretyków queer krytykowana za wytwarzanie jednolitej i sztucznej prawdy o istocie bycia osobą homoseksualną oraz podporządkowanie jednostkowej historii grupie.”(Mizielińska, 2006, s. 137).

Phelan podkreśla też konstrukcyjny charakter coming out'u i związanej z nim (wytworzonej) tożsamości, która często po coming out'cie jest redefiniowana jako nagła prawda o sobie jako lesbijce lub geju i w ramach której dokonuje się homogeniczne poszukiwanie dowodów na to, że ‘ja zawsze taki/taka byłem/am tylko tego nie widziałem/am’. Można by powiedzieć, że wszystkie wcześniejsze wątpliwości przeradzają się nagle w ‘pewność siebie/o sobie’, „ecce homo” - oto kim jestem. Nie jest to więc poszukiwanie różnorodności, ale odnalezienie, fałszywie jak się wydaje, jednolitej i monolitycznej tożsamości, prawdy o sobie, akcentującej dane, wybrane fragmenty a pomijającej inne. (Phelan mówi np. o swoim początkowym ‘wyparciu’ związków z mężczyznami, ’odmawianiu znaczenia’, budowaniem swoistych pozornych ‘ja’ i ‘nie ja’).

Opracowane przez: Aleksander Wasiak-Radoszewski


Źródła

Publikacje z zakresu